Portal poświęcony św. Andrzejowi Boboli

Niedziela, 18 stycznia 2026          
Niedziela, 18 stycznia 2026          

„Św. Andrzej Bobola był raptusem i do dzisiaj tak działa”. Świadectwo Joanny

„Mówię o św. Andrzeju Boboli wszędzie, gdzie tylko mogę. Jestem pewna, że on pomaga swoim czcicielom”. Świadectwo pani Joanny z Warszawy.

Moja przyjaźń z Andrzejem Bobolą zaczęła się od wizyty od rodziny w Szczecinie. W 2012 r. miałam skierowanie do sanatorium w Świnoujściu, a ponieważ mam rodzinę w Szczecinie, postanowiłam ją odwiedzić. Siedzimy sobie z ciocią i widzę na ścianie, między regałem a oknem, obraz jakiegoś świętego. „Ciociu, kto to jest?” – zapytałam. „Ktoś namalował Andrzejowi – czy mojego wujkowi – obraz jego patrona”. „Ale kto to jest?”. „No Andrzej Bobola”. Pierwszy raz usłyszałam o takim świętym. Myślę, że święty Andrzej mnie sobie wybrał, bo on był raptusem i ja też jestem raptusem.

Po powrocie z sanatorium trafiłam przypadkowo na nowennę do św. Andrzeja Boboli. Odmówiłam ją. Szukałam wtedy pracy, bo byłam na rencie, a nie miałam jeszcze emerytury. Pojechałam do pewnej firmy w jakiejś sprawie i okazało się, że akurat szukają tam ludzi do pracy, najchętniej takich na rencie. Zatrudniłam się w tej firmie.

Żeby dojechać do pracy, musiałam jeździć strasznie długo i dookoła – z Wawra do stacji metra Pole Mokotowskie. Okazało się, że Andrzej Bobola załatwił mi nie tylko pracę, ale też lepszy dojazd do pracy. Miesiąc czy dwa miesiące po tym, jak zaczęłam pracować, zaczął kursować autobus 119, w który wsiadałam pod domem i wysiadałam przy samej pracy. Zresztą ostatni przystanek tego autobusu znajduje się przy sanktuarium św. Andrzeja Boboli przy ul. Rakowieckiej.

Po pewnym czasie jednak w pracy zaczęły się problemy. Przeniesiono mnie w inne miejsce i na drugą zmianę, i co gorsza zaczął się mobbing. Byłam załamana, zwłaszcza że miałam do spłacenia kredyt. Trafiłam jednak na dobrych lekarzy, którzy zdiagnozowali depresję i pomogli mi się wyleczyć. Po pewnym czasie zrezygnowałam z tej pracy.

16 grudnia 2015 r. dostałam sms od znajomych ze wspólnoty Małe Dusze, do której należę, z prośbą o modlitwę za półrocznego Stasia, który leży w Centrum Zdrowia Dziecka. Ponieważ zawsze 16. dnia miesiąca jeżdżę do sanktuarium św. Andrzeja Boboli na mszę świętą, napisałam intencję w sprawie Stasia?”. Następnego dnia, czyli 17 grudnia, miała być operacja na otwartym serduszku. Lekarze dawali sześć procent szans na to, że operacja się powiedzie. Napisałam intencję, żeby zabieg udał się w stu procentach. Miałam mało pieniędzy, ale pojechałam do najbliższego oddziału mojego banku, żeby jednak coś wypłacić i dać na intencję mszalną. Okazało się, że bank jest zamknięty. Poszłam więc do zakrystii sanktuarium na Rakowieckiej i mówię do siostry, która tam siedziała, że mam intencję, ale nie mam pieniędzy. „Nie szkodzi” – powiedziała siostra. Podejrzewam, że św. Andrzej Bobola tak to wszystko zorganizował. On nie włada, on prosi i wstawia się za tymi, którzy modlą się za jego wstawiennictwem. Za jakiś czas pytam znajomą o Stasia. „A wiesz, że wyszedł do domu? Lekarze sami są zdziwieni, że tak się wszystko udało” – powiedziała. Napisałam drugą intencję, tym razem z podziękowaniem. Tym razem Andrzej pieniądze przyjął.

Jeżdżę do jego sanktuarium na Rakowieckiej co miesiąc od 2012 roku i modlę się za jego wstawiennictwem. Noszę też jego medalik. W 2013 roku była wielka procesja z relikwiami Andrzeja Boboli ulicami Warszawy z placu Piłsudskiego do Świątyni Opatrzności Bożej na Wilanowie z okazji 75. rocznicy kanonizacji tego świętego. Dostaliśmy wtedy sporo różnych materiałów, m.in. książeczkę z modlitwami do św. Andrzeja. Odmawiam do dzisiaj te modlitwy.

Kogo spotkam, mówię mu o św. Andrzeju Boboli. Ludzie na ogół chętnie słuchają tego, co mówię o Boboli. Nie wiem, co z tego biorą sobie do serca. Ale jak nie będziemy mówić, to to wszystko zaniknie. Ja szerzę jego kult, gdzie tylko mogę.

Pani Basia, z którą kiedyś rozmawiałam o nim, modliła się za jego wstawiennictwem za swojego wnuka. Chłopczyk miał innowacyjną operację, kiedy był jeszcze w brzuchu mamy, w siódmym tygodniu ciąży. Urodził się zdrowy. Teraz ma siedem albo osiem lat. Jego babcia i mama do tej pory jeżdżą do sanktuarium na Rakowieckiej. Wszyscy jesteśmy święcie przekonani, że to Andrzej „załatwił” mu zdrowie.

Miałam wiele podobnych drobnych sytuacji, czasem nawet śmiesznych. Na przykład otwieram kiedyś skrzynkę pocztową i widzę modlitewnik do św. Andrzeja Boboli. Okazało się, że wrzucił go sąsiad, który wcale nie wiedział, że mam nabożeństwo do tego świętego. Innym razem trafiłam do nowego lekarza. Patrzę: z wyglądu jest całkiem jak Andrzej Bobola i uśmiech ma identyczny, szelmowski. Pytam, jak się nazywa. Mówi, że Jędras!

Mam znajomą, z którą zawsze jeździmy do św. Andrzeja. Mówimy: „Jedziemy do raptusa?”. Faktycznie on jest raptus. Myślę, że on naprawdę pomaga swoim czcicielom – ale kiedy ktoś naprawdę jest w potrzebie i kiedy trzeba działać szybko. Andrzej był cholerykiem i do dzisiaj tak właśnie działa.

Redakcja
Opublikowano: 05-08-2025
Zobacz również: