Nazywam się Bogumiła Szczeblowska, z domu Krzyżostaniak. Pan Bóg mi dał, że jestem pamiętliwa [śmiech]. Dobrze pamiętam i złe rzeczy, i – na szczęście – także te dobre. Może dlatego teraz dobrze pamiętam różne wydarzenia z mojego życia i z historii mojej rodziny?
Urodziłam się 5 lipca 1937 r. w oficynie pałacu, który należał do majątku Bugaj w Miłosławiu koło Wrześni. Mój tata Feliks był tam we młynie rachmistrzem w młynie, a mama Rozalia była kierowniczką od kur w majątku hrabiny Moniki Kościelskiej. Byłam najstarszym dzieckiem moich rodziców. Z opowieści mamy wiem, że kiedy miałam niespełna rok, ciężko zachorowałam – zdaje się, że na krup, na który wtedy umierało wiele dzieci. Rodzice wiedzieli, że do Polski przyjechały wtedy, w czerwcu 1938 r., relikwie wielkiego świętego Andrzeja Boboli i że odwiedzają także Poznań. Ojciec wsiadł na rower i pojechał ok. 55 kilometrów do kościoła ojców jezuitów w Poznaniu. Tam przyłożył medalik Matki Bożej do trumienki świętego Andrzeja Boboli i modlił się o moje uzdrowienie. Modliła się też cała rodzina. Potem tato przyjechał do domu, powiesił mi medalik na szyi, i wyzdrowiałam!
Mam znajomą z parafii, która w 1938 r. miała cztery lata. Rodzice zabrali ją do relikwii św. Andrzeja u jezuitów w Poznaniu, ale z powodu dużego tłoku nie mogli podejść do trumienki, więc ludzie podawali ją sobie z rąk do rąk, żeby mogła dotknąć relikwii. I ona to pamięta! I żyje do dzisiaj! I codziennie rano chodzi do kościoła!
Ja przez wiele lat nie wiedziałam o swoim uzdrowieniu. Dopiero kiedy moja siostra wyszła za mąż i przeprowadziła się do Warszawy, a ja na początku lat 60. pojechałam ją odwiedzić, mama powiedziała mi: „Zapamiętaj sobie! Musisz iść do jezuitów na ul. Rakowiecką, bo tam są relikwie św. Andrzeja Boboli, i musisz mu podziękować za życie”. Tak właśnie zrobiłam.
Kiedy miałam 80 lat, miałam operację zastawki aortalnej serca. Jestem pewna, że Andrzej Bobola przyczynił się do tego, że dostałam kontakt do wspaniałych lekarzy i operacja przebiegła bardzo dobrze. Rok później znowu trafiłam do szpitala, bo za bardzo rozrzedzono mi krew i dużo jej straciłam. Lekarze nie wiedzieli, dlaczego trudno mi utrzymać się na nogach. Znowu pomógł św. Andrzej Bobola, że trafiłam na odpowiedzialnego lekarza i trafiłam do szpitala, by w tym samym dniu dostać dwa woreczki krwi. Dzisiaj, choć mam już 88 lat, prowadzę samochód i mam dobrą pamięć, słuch i wzrok.
Od wielu lat zamawiam w każdy 16. dzień miesiąca mszę świętą za ojczyznę i za rodziny za przyczyną Matki Bożej Królowej Polski, Anioła Stróża Polski i św. Andrzeja Boboli. Co roku staram się pojechać do jego sanktuarium w Warszawie. Mam wiele książek o św. Andrzeju Boboli. Kiedyś kupiłam książeczki z modlitwami do św. Andrzeja Boboli, napisane przez ks. Józefa Niżnika ze Strachociny, i rozdawałam je, komu mogłam.
Uważam, że Andrzej Bobola jest wielkim, wspaniałym świętym, u którego możemy wymodlić wiele łask. Im więcej będzie jego czcicieli, tym większe będą się działy cuda w Poznaniu.
Za opiekę świętych aniołów i wstawiennictwo świętych oraz całe moje życie Panu Bogu niech będą dzięki!
